Torremolinos bez filtra.

Beata Badzyńska

Torremolinos bez filtra.

Gdzie chowa się prawdziwa Andaluzja?

Torremolinos bez filtra. Gdzie chowa się prawdziwa Andaluzja?

Kiedy większość ludzi słyszy nazwę Torremolinos, widzi przed oczami betonowe hotele i brytyjskie puby serwujące smażone śniadania. To jednak tylko powierzchowna maska. Wystarczy zrobić kilkaset kroków w głąb lądu, z dala od głośnej plaży Bajondillo, by odkryć zupełnie inny świat.

Dzielnica El Calvario: Oaza spokoju

Jeśli chcecie poczuć klimat prawdziwego, hiszpańskiego miasteczka, Waszym pierwszym krokiem musi być El Calvario. To tradycyjna dzielnica usytuowana na wzgórzu, w górnej części miasta, całkowicie pomijana przez turystów z folderów biur podróży. Architektura: Niskie, białe domki z doniczkami pełnymi pelargonii. Klimat: Starsze panie gawędzące w cieniu drzew, lokalni rzemieślnicy. Ceny: Prawdziwe, hiszpańskie ceny, bez „podatku od turysty”. To tutaj bije serce dawnego Torremolinos, zanim w latach 50. ubiegłego wieku postawiono tu pierwszy luksusowy hotel dla gwiazd Hollywood.

Śladami młynów i piratów.

Nazwa miasta nie wzięła się znikąd – Torremolinos to dosłownie „Wieża Młynów”. W XVIII wieku istniało tu aż 19 młynów wodnych, napędzanych przez źródła spływające z pobliskich gór. Do dziś, ukryta pośród nowoczesnej zabudowy, stoi Torre Pimentel (znana też jako Torre de los Molinos) – arabska wieża strażnicza z XIV wieku, która niegdyś chroniła tutejszych młynarzy i rybaków przed piratami.

Zamiast na deptak, polecam udać się do Jardín Botánico Molino de Inca. To ukryty na obrzeżach ogród botaniczny wybudowany wokół starego, odrestaurowanego młyna. Szum naturalnych źródeł wodnych i śpiew ptaków pozwalają całkowicie zapomnieć, że znajdujemy się w jednym z najpopularniejszych kurortów Europy.

Sekrety La Carihuela i kulinarna archeologia.

Schodzimy nad wodę, ale omijamy strefy leżaków. Kierujemy się do La Carihuela. Dziś to modna okolica, ale jeśli wie się, gdzie spojrzeć, wciąż można odnaleźć dawną wioskę rybacką. Poza turystycznym szlakiem W labiryncie uliczek schowanych tuż za pierwszą linią brzegową wciąż stoją skromne, parterowe domki rybaków. Najlepszy czas na spacer to wczesny poranek. Wtedy lokalni mieszkańcy czyszczą swoje sieci, a zapach świeżo parzonej kawy miesza się z morską bryzą.

Gdzie jedzą miejscowi?

Większość turystów zamawia drogie potrawy w restauracjach bezpośrednio przy promenadzie. Błąd. Prawdziwą Andaluzję smakuje się w głębi bocznych uliczek.

Szukajcie małych barów z plastikowymi krzesłami, gdzie menu wypisane jest kredą na tablicy.

Spróbujcie espetos de sardinas – kultowych sardynek pieczonych na bambusowych kijach wbitych w piasek, nad żarem z drewna oliwnego.

Zamówcie pescaíto frito (mix lokalnych smażonych ryb) w miejscach, gdzie kelnerzy krzyczą do kucharzy, a podłogę pokrywają papierowe serwetki. To znak, że trafiliście do autentycznej, rodzinnej freiduría.

Ucieczka w góry - Cañada del Lobo Moja ulubiona tajemnica Torremolinos nie ma nic wspólnego z morzem. Prawdziwy podróżnik zawsze szuka perspektywy z góry. Tuż za miastem wznoszą się surowe wzgórza Sierra de Mijas. To tam znajduje się Cañada del Lobo (Wilczy Wąwóz). Szlak trekkingowy prowadzi przez gęste lasy sosnowe i gaje oliwne. Na samym szczycie czeka rzeźba wyjącego wilka oraz spektakularny punkt widokowy, z którego przy dobrej widoczności widać nie tylko całe wybrzeże, ale nawet zarysy gór Atlas w Maroku. To tutaj, słuchając szumu wiatru i patrząc na bezkres Morza Alboran, zrozumiałem, dlaczego Andaluzja tak głęboko zapada w serce. Ma w sobie dzikość, której betonowe hotele nigdy nie zdołają odebrać.

Dzikie plaże i ukryte brzegi Torremolinos

Większość przewodników kończy opis tutejszego wybrzeża na szerokich, piaszczystych plażach Bajondillo i Playamar. Ja jednak spakowałem plecak i ruszyłem w miejsca, gdzie zamiast głośnej muzyki z beach barów słychać tylko szum rozbijających się fal.

Ukryte zakątki Los Álamos (Koniec kurortu, początek wolności)

Oficjalnie Los Álamos to najbardziej wysunięta na wschód, imprezowa plaża miasta. Jeśli jednak miniecie ostatnie kluby i ruszycie dalej na wschód, w stronę granicy z Malagą, krajobraz gwałtownie się zmienia. Co tam znajdziecie: Szeroki pas wydm i naturalnych zarośli, które skutecznie odcinają odgłosy cywilizacji. Klimat: Brak jakiejkolwiek infrastruktury, leżaków czy natrysków. To miejsce, gdzie spotkacie głównie lokalnych mieszkańców wyprowadzających psy, biegaczy oraz kitesurferów szukających wiatru. Moja rada: Przyjdźcie tu o wschodzie słońca. Przestrzeń jest tak ogromna, że bez trudu znajdziecie własny, prywatny kawałek plaży, mając wrażenie, że całe Costa del Sol należy tylko do Was.

Punta de Torremolinos - Tajemnica schowana pod skałą

To geograficzne serce miasta – wielki, skalisty cypel (znany jako El Morro), który naturalnie dzieli Torremolinos na dwie części: plażę Bajondillo i La Carihuela. Dziś jest on otoczony betonową promenadą, ale kryje w sobie pewien sekret. Zamiast iść wybrukowanym chodnikiem wokół skały, poszukajcie małych, kamiennych załomów bezpośrednio u podnóża klifu. Przy odrobinie szczęścia i niskim stanie wody, można tam znaleźć maleńkie, kamieniste mini-zatoczki.

Dlaczego warto: Skała idealnie odcina palące popołudniowe słońce i chroni przed wiatrem. To nie jest typowa plaża do całodniowego leżenia, ale genialne, surowe miejsce na kwadrans samotności z widokiem na spienione fale rozbijające się o skały.

Fill out the form